Jak donosi niemiecka prasa, jeden z kapłanów w Moguncji nie radzi sobie z atakami anonimowych barbarzyńców, którzy ośmielają się nachodzić świątynie w celu profanowania miejsc świętych. „Nieznani sprawcy” oddają mocz do m.in. do chrzcielnic, a ksiądz zastanawia się, czy nie zamknąć z tego powodu kościołów.
Sprawę komentuje ks. Thomas Winter, pod którego pieczą pozostaje pięć parafii w Moguncji. – Naprawdę denerwuje mnie sposób, w jaki traktowane są kościoły w Moguncji! – mówi, wyrażając pełną rezygnacji myśl, że wolałby zamknąć wszystkie te kościoły na dwa tygodnie i otwierać wyłącznie na czas nabożeństw.
Zresztą jedną ze świątyń już zamknął. Chodzi o kaplicę Pfarrer-Landvogt, do której – jak zaświadcza – bez przerwy przychodzili barbarzyńcy, którzy „załatwiali swoje potrzeby”.
Z kolei w kościele pod wezwaniem św. Piotra znajdował on ekskrementy za ołtarzem, natomiast pojemnik na wodę święconą był używany jako pisuar. Wlewano również do niego alkohol. – Zrzucili wieko chrzcielnicy na drugą stronę kościoła, wyrwali drzwi konfesjonału z zawiasów i powywracali świeczniki – dodaje ks. Winter.
Jak stwierdza kapłan, nie ma środków na zapewnienie stałej ochrony we wszystkich podlegających mu kościołach. Zaledwie w jednym z nich zajmują się tym wolontariusze, a innego pilnuje bezdomny, który ogrzewa się w kruchcie.
Źródło: niedziela.pl