Dr Marcin Jendrzejczak: Furia feministek dowodzi, że kompromis aborcyjny to fikcja

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności aborcji eugenicznej z Konstytucją RP wywołał prawdziwą furię feministek. Wyzwiska, akty wandalizmu, profanacje, codziennością stały się czyny naruszające prawo. Orzeczenie Trybunału przelało czarę goryczy, lecz równie dobrze mogło uczynić to coś innego. Wojna kulturowa i tak trwała, tylko teraz trzeba być ślepym, by jej nie zauważyć i wciąż wierzyć w iluzję kompromisu.

Wydarzenia z ostatniego weekendu przywołują na myśl dantejskie sceny rewolucji francuskiej czy działania skrajnego lewactwa w którymś z krajów Ameryki Łacińskiej. Trudno się nie zgodzić ze słowami arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, twierdzącego, że „Mamy do czynienia z agresją niespotykaną w Polsce, gdzie narusza się świętość kościołów”. Cóż, feministki nie mogą znieść, że z gwarantowanego przez Konstytucję prawa każdego człowieka do życia wynika zakaz mordowania także człowieka przebywającego w łonie matki, nawet gdy prawdopodobne jest „ciężkie i nieodwracalne upośledzenie” „albo nieuleczalna choroby zagrażająca jego życiu”. Gdyby feministki działały z otwartą przyłbicą powinny dążyć do zniesienia artykułu 38 Konstytucji, zgodnie z którym „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”.
 
Skoro bowiem dziecko przed narodzinami jest człowiekiem (bo przecież nie wydrą ani nie słoniem), więc objęte jest prawną ochroną życia. Wynika to wprost z zapisu konstytucji hołubionej przez liberalną lewicę. Co więcej, Konstytucja popierana przez Aleksandra Kwaśniewskiego nie stanowi przecież dokumentu kościelnego. Jednak to na Kościele lewaccy aktywiści postanowili wyładować swoją furię. Podajmy garść przykładów. W Szczecinku grupa nastolatek lub niewiele starszych młodych kobiet wulgarnie zaatakowała idącego ulicą księdza. Młode aktywistki krzyczały w kierunku kapłana „pokaż macicę”. Jeden ze świadków zdarzenia w Szczecinku stwierdził, że „księdza o mały włos nie zlinczowano”.
 
Do prawdziwego ataku nienawiści doszło w Warszawie . Na fasadzie stołecznego kościoła  św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty w Warszawie pojawiły się napisy „piekło kobiet”, „moje ciało ≠ twoja religia”. W kościele pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Warszawie pojawił się z kolei aktywista z napisem „Módlmy się o prawo do aborcji”. Zaś na fasadzie kościoła pw. Opatrzności Bożej w Warszawie namalowano napis „aborcja jest ok” oraz numer telefonu feministycznej organizacji ułatwiającej mordowanie nienarodzonych. Aktywiści zniszczyli też elewację kościoła pw. Św. Magdy Magdaleny na warszawskim Wawrzyszewie oraz św. Jakuba na pl. Narutowicza na warszawskiej Ochocie. Zniszczono też drzwi sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie. W Otwocku zaś na budynku parafii pw. św. Wincentego á Paulo pojawiły się napisy „Bóg wam nie wybaczy” oraz „j***ć PiS”.
 
Lewacy zniszczyli także fasadę kościoła pw. Świętej Rodziny w Gdyni. W Poznaniu zdewastowano pomnik świętego Jana Pawła II. Pomazano go farbą i wysmarowano na nim wulgarne napisy. Oprócz zakłócenia Mszy świętej w Katedrze pw. św. Piotra i Pawła o godz. 12.00, na placu Wolności odbyła się manifestacja i pochód w celu zakłócenia kolejnej Mszy w katedrze, tym razem wieczornej. Dzięki interwencji policji, która otoczyła świątynię, kolejna profanacja nie doszła do skutku. 7 tys. osób biorących udział w manifestacji krzyczało antyrządowe i antykościelne, przepełnione nienawiścią i wulgaryzmami hasła…

 

To tylko fragment. Przeczytaj cały artykuł na pch24.pl.